Progresywnie.com - o internecie, webowym biznesie, nowych trendach w sieci, marketingu i nie tylko - biznes w internecie, internet w biznesie

Historia krótka z dośc oczywistym morałem


Opublikował: Karol Zielinski
Kategorie: Biznes
Data: 12:08 27.05.2008
Komentarzy: 0
Digg!   Ma.gnolia   Blink It

del.icio.us del.icio.us   wykop.pl wykop.pl    


rower_512

Wyczytałem ostatnio ciekawą historię, którą to w dużym uproszczeniu i moimi słowami postaram się tu niniejszym przedstawić.

Żył sobie pewien zapalony rowerzysta (miłośnik rowerów i wszelkiej maści produktów pokrewnych). Zapalony był on do tego stopnia, że codziennie odwiedzał wszystkie możliwe sklepy rowerowe w mieście, codziennie to dyskutując z urzędującymi tam sprzedawcami na co raz to nowe tematy. Sprzedawcy, jak sprzedawcy - znajdą się i tacy, których sama rozmowa męczy... jak też znajdą się i tacy, których temat zainteresuje. Ile jednak można... po pewnym czasie i oni mieli dosyć. Rowerzysta ten był o tyle 'uciążliwym klientem', że poza rozmową nic go za bardzo nie interesowało... tym bardziej - rzadko kiedy - interesowało go zostawianie w tych sklepach swoich pieniędzy. Pieniądze zostawiał niechętnie, jednocześnie starając się kupować wszystko jak najtaniej.

Pewnego dnia nasz zapalony rowerzysta wyruszył na wycieczkę rowerową w dość odległe strony. Spotkała go tam o tyle niemiła niespodzianka, że przebił oponę. W tym momencie stanął on przed dylematem: zostawić rower w krzakach i wrócić po niego później (jak wróci roweru może już nie być), czy też zejść z roweru i pchając go całą drogę dojść do najbliższej możliwej 'cywilizacji' (uciążliwe i czasochłonne). Jako, że był on zakochany w swoim rowerze niesłychanie - zdecydował się na drugie rozwiązanie.

I szedł tak przez czas jakiś, aż w pewnym momencie zatrzymał się przy nim pewien kierowca. Uchylił on okno i spytał rowerzystę, czy nie potrzebuje pomocy... po czym po krótkiej wymianie zdań, załadowali oni wspólnie rower na samochód i pojechali w stronę najbliższego sklepu rowerowego. Gdy już tam dojechali - ów kierowca wszedł na zaplecze, po czym po kilku dość krótkich chwilach, wrócił z nową oponą. Pomógł mu ją założyć, poczęstował kawą i chwilę porozmawiał. Kierowca okazał się być właścicielem tego sklepu. Za samą zaś nową oponę nie wziął ani grosza.

Od tego właśnie dnia nasz zapalony rowerzysta zaczął odwiedzać tylko jeden - ten właśnie wspomniany - sklep rowerowy, w którym to zaopatrywał się we wszystkie możliwe częsci.

Jaki jest morał z tej historii? Warto czasem się zatrzymać, spytać czy nie pomóc, uśmiechnąć się, być miłym... To zawsze procentuje. Zarówno w życiu, jak i w biznesie.

Komentarze

Wyświetl komentarze Wyświetl komentarze | Dodaj swój komentarz Dodaj swój komentarz